Czas się odmóżdżyć czyli „Chapters – Interactive Stories”

Ostatnimi czasy mój mózg się zbuntował i zabronił mi grać na Vicie. W pewnym momencie doszedł do wniosku, że jest zbyt zmęczony i kazał mi zagrać w coś co nie wymaga od niego zbyt wielkiego wysiłku. Taki oto sposobem  moja konsola leży w swoim pokrowcu i czeka aż nadejdzie jej czas. Zwłaszcza, że mam rozpoczęte kilka gier które czekają aż je wszystkie pokończę. Niestety o ile bardzo bym chciała sobie zagrać w takie 7’Scarlet, na które czekałam od kiedy dostałam wiadomość od Play-Asia, że wysłali moją grę, tak po prostu nie mam ostatnio natchnienia na coś bardziej ambitnego i chwytam się wszystkiego co pozwoli mi się odmóżdżyć, a nowy tytuł od kilku dni przesiaduje w szafce.

Dlatego ostatnio na tapecie znajduje się u mnie Chapters – Interactive Stories, na które trafiłam zupełnie przez przypadek gdzieś w Google Store i postanowiłam spróbować, no bo w końcu co mi szkodziło.

Aplikacja jest swojego rodzaju zbiorem różnych książek, w których to my dokonujemy wyboru, są avatary postaci (czasem możemy je personalizować, ale też nie za bardzo), w niektórych historiach są naprawdę ciekawie opisane sceny i tu w zasadzie kończy się moja fascynacja tą apką. Trochę taki telefonowy/tabletowy harlequin, dzięki któremu możemy się oderwać od czegoś bardziej ambitniejszego i dać odpocząć szarym komórkom.

Program sam w sobie nie prezentuje się tragicznie, jest dość przejrzysty, a tytuły są posegregowane kategoriami, co z resztą widać na screenach poniżej. Od razu się rzuca w oczy, że wzięłam się za typowe romansidła, co nie? 。゚(TヮT)゚。

Podczas czytania nie ma żadnych CGs’ów, no bo w końcu to książka, ale po odblokowaniu wszystkich kard w galerii dostępny jest jeden image, który w jakiś sposób powinien nam osłodzić brak konkretnej galerii, ale jednak tego nie robi.

Co może w aplikacji odrzucić? Te cholerne diamenciki i tickety, które zdają się całkowicie opanowały wszystkie tego rodzaju „gry” (z braku lepszego synonimu użyłam tego słowa) na telefonach. Jest jednak możliwość odratowania tego przy pomocy Lucky Patchera więc można grać bez konieczności kupowania kryształków czy ticketów. Tak sama z tego skorzystałam bo nie mam zamiaru płacić za coś co po zakupieniu będzie moje tylko na kilka minut, a co najmniej jedną historię chętnie przeczytam ponownie więc no… sorry memory.

tumblr_m5gunpXMrC1qbldd1.gif

Co do samych książek: nie przeczytałam ich wszystkich ale mam już jakieś swoje typy i ogólne przemyślenia…

Pierwsza jaką przeczytałam i jak na razie moja ulubiona to The boy I hate, gdzie heroina wyrusza w podróż od LA do NY na ślub swojej najlepszej przyjaciółki i niestety jej chłopak w ostatniej chwili stwierdza, że z nią nie pojedzie i dziewczyna jest zmuszona jechać ze znienawidzonym przez siebie bratem ów przyjaciółki. Nie trudno się domyślić, że wkrótce po wyruszeniu rodzi się między nimi uczucie poprzedzone dzikim seksem na tylnej kanapie jego Shelby z ’67. Historię uważam ładnie rozłożoną na wszystkie 26 rozdziałów, nie ma żadnych wielkich rewelacji jak utrata pamięci czy ukrywany związek i złamane z tego powodu serce. Naprawdę przyjemnie mi się ją czytało i ją na pewno przeczytam ponownie. Oprócz tego są soczyste opisy igraszek co tym bardziej przytrzymało mnie przy tym tytule. Jestem żoną, matką przy nadziei i we wrześniu skończę 28 lat to chyba normalne, że nie satysfakcjonują mnie książki/opowiadania z lekkim podtekstem seksualnym (lub żadnym), ale bez żadnej konkretnej akcji, skoro tego szukam w romansach ┐( ̄ヘ ̄)┌

Kolejną książką, którą przeczytałam, ale zaczęła mnie później denerwować było K.I.S.S (Knigh in Shining Suit), gdzie główna bohaterka została zdradzona przez swojego narzeczonego i własną kuzynkę, i ostatecznie została zaproszona na ich wspólny ślub i żeby nie wyjść na totalną nieudacznice życiową (która własnie też straciła jedyne źródło dochodu), postanawia wynająć „narzeczonego”. Heroina przeżywa z nim swój pierwszy raz (wielce się oszczędzała dla narzeczonego do dnia ślubu, że faktycznie w dniu jego ślubu wreszcie się oddała – nowo poznanemu facetowi) i w ogóle nie potrafią się opanować kiedy ze sobą są, chociaż dziewczyna za każdym razem powtarza, że to koniec. Raczej mało słowna. Prawie zero opisów seksu, dużo paplaniny o uczuciach i mało jakiegokolwiek działania w temacie podjętych decyzji. I tak przez 26 rozdziałów. Byłam bardziej stabilna emocjonalnie jako niestabilna emocjonalnie nastolatka (/ヘ ̄、)

Trzecim tytułem było Calendar Girl, gdzie heroina zatrudnia się w agencji swojej ciotki aby spłacić dług jaki jej ojciec zaciągnął u jej byłego faceta. Konkretną sumę (chyba około miliona to było) może niby uzbierać w przeciągu roku, gdyż jej nowy zawód to bycie dziewczyną do towarzystwa, nie mylić z prostytutką. Znaczy się jeśli ona ma ochotę to może się przespać z klientem, ale ten musi dopłacić dodatkowo 20% jej miesięcznego wynagrodzenia. Przez całe 21 rozdziałów poznajemy w sumie trzech klientów. Panowie Styczeń, Luty i Marzec, z czego z pierwszymi dwoma prawie od razu wskakuje do łóżka, a trzeci to ukryty gej. Dużo seksu, zero jakiś specjalnych akcji czy dramatów.

Później było Inject me Sweetly, gdzie anemiczna bohaterka zostaje zaatakowana przez przystojnego wampira i okazuje się, że ten nie może wymazać jej tego zajścia z pamięci przez co dziewczyna zostaje „więźniem” jego i jego rodziny, ale dość szybko staje się być przydatną i często gęsto oddaje swoją krew w kryzysowych sytuacjach i kończy pod kroplówką z krwią (to chyba już swojego rodzaju uzależnienie), z powodu swojej anemii. Z czasem okazuje się być kimś wyjątkowym, co wcale mnie w żaden sposób nie dziwi w tego typu tytułach (patrz Zmierzch czy True Blood). Jeśli o mnie chodzi to kolejna książka o wampirach dla nastolatek, które wciąż wierzą w pierwszy raz z tym jedynym.

Zaczęłam czytać też Mr. Devil, ale ten tytuł w pewnym momencie stał się dla mnie tak kuriozalny, że po prostu MUSIAŁAM przestać go czytać. Odmóżdżenie totalne, którego chyba żadna z moich szarych komórek by nie przetrwała. Rozumiem wartką akcję i w ogóle, ale TAK szybkiej akcji nie widziałam nigdy w całym moim życiu. Dziewczyna podpisuje pakt z diabłem, ten ratuje życie jej śmiertelnie chorego chłopaka, ale jeśli się rozejdą to dziewczyna będzie jego. Eh… co może pójść źle? Chłopak zdradza ją z jej siostrą, która jej nie znosi bo tak i już (taka wymuszona nienawiść jak z opowiadań, które pisałam w wieku 13 lat). Rozeszli się i Pan Diabeł zabiera ją ze sobą do piekła, gdzie okazuje się, że wcale nie jest taki tragiczny, a wręcz przeciwnie jest bardzo romantyczny i między heroiną a nim rodzi się uczucie. Mój mózg zaczyna krwawić, bo to dopiero początkowe rozdziały. Odstawiłam ten tytuł w momencie kiedy to zamieszkują z powrotem na Ziemi w cudownej posiadłości, która zawsze się jej podobała, ale nigdy o tym nie mówiła. A to nie był nawet półmetek!

giphy.gif

Ostatnim tytułem jaki czytam (z tego względu, że nie został ukończony przez autora) to Twice the Growl, w którym akcja również dzieje się dość szybko, ale raczej mało mi to przeszkadza z powodu miłosnego trójkąta w który uwikłana jest nasza heroina. To w sumie nie jest nawet miłosny trójkąt, tylko najnormalniej w świecie związek trzech osób, gdzie nasza bohaterka jest jedyną kobietą. Czyli trójkąt o jakim marzy większość kobiet, jeśli już ma się w takowy zaangażować. Pozostała dwójka to wilkołaki (tutaj zmiennokształtni są na porządku dziennym), która za wszelką cenę chce namówić heroinę aby została ich oficjalną partnerką co wiąże się z jej przemianą w wilkołaka, a sam „rytuał” to najnormalniej w świecie seks z obydwoma na raz. Wcześniej oczywiście też z nimi sypiała, ale wtedy obywało się to bez lubrykantu. Nie jest to jakieś arcydzieło, ale do odmóżdżenia akurat w sam raz.

tenor.gif

Po raz kolejny nie pisałam na temat gier otome, ale gdzieś do jasnej cholery muszę wyrzucić z siebie te wszystkie przemyślenia, a nie powiem mężowi że czytam właśnie książkę w której to laska jest brana na dwa baty bo sobie pomyśli, że jeszcze mu trójkąt proponuje.

Aplikacja świetnie spełnia swoje zadanie odmóżdżacza AKA harlequina i tak jak te słynne książeczki może zawierać treści które się spodobają, a innym razem aż wręcz człowieka wkurwią, ale cóż poradzić o gustach się nie dyskutuje.

serious.gif

To miała być mini recenzja, a zakończyło się na wywodzie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s