„The World Wanderer” czyli tym razem nie otome. Final Fantasy XV.

Tak, ten post w ogóle nie będzie się odnosił do żadnego tytułu z mojej listy planów bo najzwyczajniej w świecie nie należy on w ogóle do gatunku otome czy VN. Ale i tak o nim napiszę, bo tak się akurat składa że tym tytułem wbiłam swoją pierwszą platynę po za grami otome. Tak w sumie to nie mam za wiele tych platyn…

Do FFXV byłam sceptycznie nastawiona, nie specjalnie mnie obchodziła ta gra, nawet fakt że mogę sobie ustawić język japoński jako mówiony nie przekonywał mnie do zagrania w ten tytuł. Mój powód był bardzo prosty: walki turowe, które znałam z XIII części serii. Doskonale pamiętałam jak idealnie musiałam wpasować się w schemat walki, żeby po czterdziestu minutach ją ledwo wygrać i móc przejść dalej ze swoją drużyną tylko po to abym za zakrętem musiała pokonać jeszcze większego stwora. Nie przeszłam jej do końca, w sumie to nawet nie wiem czy w ogóle dotarłam do połowy…

Od tamtej pory nie interesowałam się tytułami z tej serii, chociaż nigdy nie odmawiałam im oprawy graficznej. Grając jeszcze na Xbox 360 bez trudu mogłam pomylić cutscene od prawdziwego filmu.

Nie byłam więc jakoś entuzjastycznie nastawiona kiedy mąż powiedział mi, że wychodzi kolejna odsłona, ale przez moment zastanawiałam się co on się tak tym podnieca, nie znosi walk turowych bardziej ode mnie (ja przynajmniej grałam w stare pokemony na emulatorze VGA), aż tu nagle wyskakuje z hasłem „spodoba ci się”.

Taa… miał rację. Jest to jedna z dwóch gier, które ograłam więcej niż raz tylko po to aby znowu zagrać w nie od początku mając nadzieję na znalezienie kolejnego drobiazgu, który przekona mnie do nich jeszcze bardziej (jakby to w ogóle było możliwe).

Final_Fantasy_XV_Brokendown
Nie ma to jak królewskie auto, które nawala nie długo po wyruszeniu w trasę (⌣_⌣”)

Stand by me wykonane przez Florence + The Machine, od momentu gdy tylko po raz pierwszy widziałam jak chocobros pchają Regalię do Hammerhead, wciąż jest pierwszą piosenką jaką słyszę po włączeniu radia w samochodzie. Tak się wciągnęłam… a mąż kurwicy dostaje jak to słyszy.

Postaram się w żaden sposób nie sypać spoilerami, bo grę uważam za taką której trzeba doświadczyć samemu, bez uprzedniego czytania na jej temat (jak to zazwyczaj robię ja, z czego dumna nie jestem).

Naszym głównym bohaterem, w postać którego się wcielamy, jest Noctis Lucis Caelum – książę królestwa Lucis, wyrusza on do Altissi aby ożenić się z Lunafreyą Nox Fleurent w celu zawiązania politycznego sojuszu z Imperium (i po raz kolejny „Imperium” jest tą złą stroną. Lucas się postarał aby ta nazwa kojarzyła się z czymś negatywnym). W sumie to dzięki Kingsglaive: Final Fantasy XV dowiemy się dlaczego w ogóle chocobros wyruszyli z Insomnii na ślub z Luną, skoro ta była w mieście. Także polecam sobie obejrzeć, a niektóre wątki się rozwiążą.

15035565_371063386572431_3339992763822243840_n
Pan „wieczne muchy w nosie” (一。一;;)

Noctis jest leniwy. Co tu dużo mówić, dość rozkapryszony, ale nie w taki typowo książęcy sposób jaki znamy z niektórych historii/bajek/filmów/itp., widać że nie odpowiada mu raczej bycie jedynym strażnikiem Eos, oraz powiernikiem pierścienia, który zdaje się być potężniejszym od tego z którym Frodo leciał do Góry Przeznaczenia. Ale skoro Noct jest jedynakiem musi wziąć na siebie tą odpowiedzialność, czy mu się to podoba czy nie, zwłaszcza że jego ojciec nie robi się coraz młodszy i coraz silniejszy – wręcz przeciwnie. Przez długi okres czasu swojej wędrówki wydaje się nie dawać sobie sprawy z tego, że naprawdę nie ma wyjścia i musi zrobić to czego się od niego wymaga. Niestety dowiaduje się tego w dość brutalny sposób, który zdaje się być kubłem lodowatej wody wylanej wprost na niego.

DSAymaxV4AEAfEq
Te włosy w nieładzie… ( ◜◒◝ )♡

Jednym z trzech jego kompanów jest Ignis „Iggy” Scientia, doradca księcia oraz wychodzi na to, że jego niania. Dba o naszego księcia i dosłownie mu matkuje. Przyszywa guziki, upewnia się że założył kurtkę i pilnuje żeby zjadł warzywa, których Noctis nie znosi. I przy okazji gotuje całej kompanii kiedy nocują w obozie z dala od wygód takich jak łóżko. Jest najrozważniejszym z całej czwórki, co z resztą od razu po nim widać i oczywiście jest przygotowany na każdą okoliczność – w razie gdyby zniszczył okulary ma zapasowe. No tak, przezorny zawsze ubezpieczony, tylko pytanie co jeśli te zapasowe też się zniszczą? W końcu nie są na zwykłym spacerze, czasem im przechadzka po łonie natury kończy się walką z na przykład Iron Giantem. I przez całą grę nie słyszałam żeby Ignis narzekał na zepsute okulary. Cholera, dobry jest!

09c90eeff5a1a9753a639b9f2c43a16e
Zdaje się, że Iris jest doskonale świadoma tego, że kto zadrze z nią zadrze również z jej Onii-sanem.

Kolejnym, który wyrusza z Noctisem do Altissi jest Gladiolus „Gladio” Amitica, syn Clarusa – dotychczasowego doradcy króla Regisa oraz jego przyjaciel. Gladio jest tak zwaną Tarczą, czego raczej nie trzeba chyba specjalnie tłumaczyć. Osobista ochrona księcia – Gladio dosłownie rzuca się na wroga i osłania Noctisa własnym ciałem. Gladiolus ogólnie był pierwszym, który rzucił mi się w oczy zaraz po rozpoczęciu rozgrywki. Przerastał całą resztę choby góra, nie wspominając o gołej klacie, która pomimo bycia komputerowym tworem jest niczego sobie (¬‿¬). Co mnie w nim najbardziej zaskoczyło, że fakt iż to nie tylko wielki niedźwiedź, a również miś do którego można się przytulić. Jest czuły zwłaszcza względem swojej młodszej siostry Iris, która o ironio od najmłodszych lat jest zakochana nie w kim innym a naszym naburmuszonym księciu i wszyscy zdają się o tym wiedzieć oprócz samego zainteresowanego. No poważne, Noct to doskonały przykład tego jak faceci są ślepi, a my głupie za nimi latamy. Z całej trójki towarzyszy księcia do Gladiolus jest tym, który powie głośno jak coś mu nie pasuje, czego dowiadujemy się jeszcze zanim chocobros wypłyną do Accordo podczas jednej z misji głównych.

fd4f29092fc92b4a8c4510d7080d1386
Słodki młodszy bracieszek Prompto ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Czwartym członkiem chocobros jest Prompto Argentum, rówieśnik naszego rozleniwionego księcia i pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jego najlepszy przyjaciel. O ile Iggy i Gladio zostali do Noctisa przydzieleni tak Prompto przypałętał się sam i tak już został. Nasz słodki blondasek, jak każdy z pozostałej czwórki, spełnia jakieś zadanie w wesołej rodzince; Ignis to mama, Gladiolus – tata, Noctis – rozkapryszona nastolatka, która na wszystko kręci nosem, a Prompto to nikt inny jak najmłodsze dziecko w rodzinie, które wszystkim się podnieca, jest najgłośniejsze i w ogóle jest super extra kjutaśny. Z samej gry nie dowiemy się za wiele na temat przeszłości Prompto (dopiero dużo później dowiadujemy się coś nie coś więcej), ale za to Brotherhood: Final Fantasy XV, wyjaśnia nam skąd ten blondasek wziął się u boku Noctisa.

To by było na tyle, jeśli chodzi o małe przedstawienie każdego z głównych postaci. Nie będę się rozpisywać na temat KAŻDEGO, kogo możemy w grze spotkać bo wtedy zajęłoby mi to jeszcze więcej czasu, a i tak już od tygodnia piszę ten teskt i nie mogę go skończyć bo zawsze znajdzie się coś do załatwienia, albo ktoś ewentualnie wpadnie w odwiedziny i nie wypada mi tak wtedy siedzieć przed monitorem i stukać w klawiaturę.

FFXV_Jul212016_14
Ignis, bożyszcze ty moje, jak wysoko potrafisz skoczyć w tych odświętnych lakierkach?

Jak już pisałam wcześniej w Final Fantasy XV nie ma walk turowych, co według mnie idzie na wielkiego plusa, a Noctis w przeciwieństwie do swoich przyjaciół nie ma ograniczenia co do używanych broni. Może używać wszystkich ich rodzajów i do tego tworzyć zaklęcia które w zmieszaniu z pewnymi itemami mogą ranić wroga i leczyć nas. Mój Noctis w zasadzie zawsze używa Durandala, bo najzwyczajniej w świecie przez te dwie rozgrywki, które mam za sobą ani razu nie chciało mi się szukać czegoś mocniejszego. Po za tym w tedy w drużynie jest swojego rodzaju równowaga. Każdy z pozostałych trzech chocobros ma jedną podstawową broń oraz jedną „pomocniczą” (w zasadzie secondary mogłabym przetłumaczyć jako „drugą”, ale czy to w ogóle by poasowało?). Gladiolus, jak na rosłego chłopa przystało, dzierży wielki dwuręczny miecz (ciekawe co jeszcze ma wielkiego (¬‿¬)), a jako secondary weapon używa tarczy. Ignis zaś woli coś poręczniejszego i zazwyczaj korzysta z dwóch sztyletów, a podczas specjalnych okazji używa broni drzewcowej (lancy jak kto woli). Prompto jest raczej zwolennikiem broni dystansowej i dla niego zarezerwowane mamy wszelkiego rodzaju rewolwery czy pistolety oraz jako secondary weapon coś jakby piły mechaniczne (serio nadal nie potrafię rozgryźć co to w ogóle do cholery jest).

Oprócz jednak podstawowych broni, które czasem możemy znaleźć nawet leżące koło drogi jako skarb, Noctis może używać tak zwanych Royal Arms – specjalny zestaw broni, które możemy przyzywać kiedy naładuje nam się specjalny pasek z lewej strony ekranu. Broni w sumie jest trzynaście, ale podczas głównego wątku zdobywany ich sześć, więc aby uzbierać pozostałe siedem musimy pobłądzić trochę po mapie aby trafić na specjalne grobowce, w których bronie są ukryte.

O samym systemie walki można napisać osobny post, ale postanowiłam że skoro jednak na blogu miały pojawiać się tytuły wyłącznie z jednego gatunku, a już tą zasadę złamałam, to podaruję sobie wgłębianie się w schematy rozgrywki i wszystkie możliwe opcje podczas walk i wspomnę co najważniejsze i ruszę dalej.

FFXV-Ascension-Grid.pngW każdej grze tego typu zdają się być drzewka umiejętności, które możemy ulepszać aby nasze specjalne ataki były silniejsze, czy aby nasze moce ładowały się szybciej. W FF15 są to Ability Points; jest to coś w rodzaju punktów umiejętności w Wiedźminie 3 czy punktów z awansu w serii Mass Effect. Im więcej zbierzemy tym lepsze umiejętności możemy sobie odblokować. Nie ulepszamy jedynie Noctisa, ale również pozostałą trójkę, włączając to np. zgranie podczas walki czy dodatkowy slot na item, który może zwiększyć nam HP czy MP. Niestety im dalej w drzewku się posuwamy tym więcej AP musimy wydać, najdroższe umiejętności kosztują bowiem 999 AP. Dzięki eventom, jesteśmy w stanie uzbierać nawet przyzwoitą liczbę owych punktów, więc nie ma jakiegoś wielkiego bólu tyłka z tego powodu, jednak jest to trochę upierdliwe.

Takowych drzewek mamy do wyboru aż dziewięć, gdzie do wyboru mamy między innymi zgranie zespołu podczas walki, o którym wspominałam wyżej, więcej slotów z itemami, o których też pisałam, czy zdobywanie AP poprzez łowienie ryb czy dłuższą jazdę Regalią lub na Chocobo.

cooking-recipes-final-fantasy-xv-1024x590Każdy z naszych czterech lovelasów ma swoją umiejętność, którą warto rozwijać aby ostatecznie wbić jej 10 lvl i zdobyć trofeum (coś dla tych, którzy grają na PS4, jak ja). Hobby Noctisa to łowienie ryb, czyli co za tym idzie im dłużej i im częściej łowimy ryby tym więcej exp w tej dziedzinie zbiera nasz bohater. Ignis lubi gotować, ale nie robi tego przy każdej okazji kiedy nasi chłopcy gdzieś nocują. Dzieje się to wyłącznie wtedy gdy rozbijają kamping gdzieś w głuszy, czyli im częściej wystawiamy chocobros na dobrodziejstwa natury tym szybciej Ignis zdobędzie poziom 10. To samo się tyczy Gladiolusa i jego zamiłowania do natury, kampingów i ogólnie bidowania po za miastem. Jeśli chcemy wbić 10 lvl musimy wyrzec się wszelkiego rodzaju transportu, który odciąża nas od biegania. Tak, im więcej chocobros łażą o własnych siłach, tym więcej exp Gladiolus dostaje do swojego hobby. Zamiłowaniem Prompto jest zaś fotografia, a skoro cyka dużo zdjęć podczas ich podróży to on jako pierwszy dobija do 10 lvl.

Co do grafiki, no bądźmy szczerzy w dzisiejszych czasach grafika komputerowa niektórych gier powala na kolana, ale japończycy potrfili tego dokonać już kilka lat wcześniej, chociażby podczas filmu Final Fantasy VII: Advent Children (którego do tej pory nie potrafię w pełni zrozumieć bo wcześniej musiałabym ograć grę), jednak moim zdaniem mogli się trochę bardziej postarać przy tym tytule. Nie chodzi mi o to, że względem poprzednich części grze czegoś brakuje, bo tak nie jest, ale mogłoby być trochę lepiej. A już na pewno podczas renderowania widoków, kiedy to patrzymy na dalekie zielone tereny. W tym przypadku ewidentnie im się po prostu nie chciało, bo wygląda to jakby początkujący wziął się za photoshopa i uczył się używania narzędzia stamp. Podczas mojej potyczki z Adamantois’em w pewnym momencie żółw zrobił się przeźroczysty, nie licząc kilku linii które wskazywały jego położenie. Eee… no sorry. No, ale to dwa przypadki, które tak na prawdę rzuciły mi się w oczy. Więcej nie przyuważyłam, albo po prostu tak pokochałam tą grę, że nawet jeśli coś widziałam to moja podświadomość postanowiła puścić to mimo chodem.

final-fantasy-xv-cindy-aurum-image
Nawet mając takie ciało to nie wiem czy brałabym się do roboty w takim ubraniu…

Tutaj chciałam Wam pokazać screena z gry, ale za cholere nie umiem przesłać tego cholerstwa z konsoli na pendrive’a bo okazuje się, że wszystkie są zapełnione i nie w tym formacie jaki odczytuje ps4. (ノ_<。) Zamiast tego macie Cindy “ψ(`∇´)ψ

Fabuła gry sama w sobie nie jest specjalnie długa. Przejście wyłącznie gry, bez polowań czy zadań pobocznych zajmuje około 50h (według tego co znalazłam w Internecie – bo sama ciupie wszystkie możliwe questy i polowania). Nie jest to chyba powalająca ilość godzin, bo odnoszę wrażenie że taki Wiedźmin 3 jest dużo bardziej rozbudowany fabularnie, nie wliczając w to nawet questów pobocznych. Nie wiem, nie znam się, ja tu tylko sprzątam…

Jednak jak się człowiek tak konkretnie wciągnie w samą fabułę to jej długość nie przeszkadza, a w pewnym momencie człowiek po prostu zaczyna przeżywać wszystko aby ostatecznie rozpłakać się na napisach końcowych. Nie? Więc to tylko ja…

Do tego czasu wyszły trzy dodatki głównej do gry (nie wspominając o multi), które wnoszą co nie co do fabuły, ale niestety nie mają w ogóle wpływu na rozgrywkę, tzn. zbierane itemy podczas dodatków (które mimo wszystko przeplatają się z fabułą i zapełniają pewne dziury) nie przenoszą się do głównej rozgrywki.giphy.gif

Jeśli zaś chodzi o same dodatki jako takie, to ewidentnie widać, do których twórcy gry bardziej się przyłożyli. Pierwsze dlc, no cóż, pozostawia wiele do życzenia. Episode Gladiolus to zwykła rąbanka i parcie naprzód, aby walczyć z konkretnym bossem. Fabuła zdała się być spisana na kolanie, albo w ogóle jej tam nie ma.

Drugie dlc jakie otrzymaliśmy to Episode Prompto, który dzieje się kiedy chocobros się rozdzielają po raz drugi. I tutaj w porównaniu do poprzedniego dodatku fabuła już jest i do tego rzetelna, a miejscami to nawet ocierała się o stare Resident Evil, które potrafiło napędzić stracha pomimo kanciatej grafiki.

p1Trzecie dlc, to to na które czekały wszystkie fanki Ignisa (włączając w to mnie) i tym epizodem Square Enix w jakiś magiczny sposób osłodziło nam gorzkie zakończenie podstawki. Nie jest to jednak kwestia wyboru zakończenia, bo jak już pisałam to co się dzieje podczas dlc nie wpływa na grę tylko po prostu wyjaśnia nam parę rzeczy, a szkoda bo osobiście uważam, że oryginalne zakończenie gry ssie tak bardzo, że bardziej się już chyba nie da. Chociaż nie jest to taka tragedia jak przy Mass Effect 3, gdzie podczas całej trylogii podejmujemy pierdyliard decyzji tylko po to aby na końcu i tak Shepard skończył martwy. Twórcy FF15 pozwalają nam na kilka wyborów w trakcie rozgrywki, ale nie są one specjalnie ważne i nie wnoszą praktycznie nic.

Soundtrack gry nie specjalnie powala na kolana, oczywiście odpowiednia muzyka jest dopasowana do odpowiedniej sytuacji, ale w zasadzie oprócz Florence + The Machine i Afrojacka to można się jeszcze jakoś zasłuchać w utworze pod tytułem Somnus. Reszta to w zasadzie same melodie bez słów, więc nie ma nawet do czego fałszować.

Oprócz standardowego soundtracka gry, który jest bardziej dla nas, nasi bohaterowie mogą słuchać sobie radia podczas jazdy samochodem. Repertuar ogranicza się do ścieżek dźwiękowych z poprzednich części serii, plus z każdym dodatkiem możemy wybrać sobie którąś z melodii wybranego dlc. Jest jeszcze soundtrack Kingsglaive: Final Fantasy XV no i Braver Afrojacka o którym wspomniałam wyżej, którego też fajnie się słucha podczas jazdy autem.

Hunt-Accepted-FFXVOstatnią rzeczą o jakiej chcę wspomnieć są polowania, zupełnie jak w Wieśku. Idziemy do odpowiedniego miejsca (w tym przypadku nie jest to tablica informacyjna tylko bar/kawiarnia, w której możemy coś zjeść) i zbieramy zlecenie na stwora, lub bandę stworów i ruszamy do akcji. No w sumie to nie zawsze, czasem musimy poczekać, bo niektóre stwory pojawiają się o konkretnej porze dnia lub nocy, albo nawet w odpowiednią dla nich pogodę.

Z każdym wykonanym zleceniem dostajemy gwiazdki, których odpowiednia liczba zwiększa naszą rangę łowcy. Rang w sumie jest 10, ale zdobycie tej ostatniej łączy się z kokretnym łażeniem po całej mapie. Nie możemy sobie od tak wybrać zlecenia i po prostu sobie wyjść z knajpy. Niektóre zlecenia mają swoje wymagania co do posiadanej rangi. Nie ważne że mamy 90 lvl w grze, jeśli nasza ranga łowcy jest na poziomie pierwszym to zapomnijmy o tym, żeby zapolować na stwora którego upolowanie wymaga rangi dziewiątej.

Cóż, mojej recenzji tej gry wiele brakuje bo pominęłam naprawdę dużo, a zwłaszcza postaci. Niektóre z nich odgrywają dużą rolę w całej fabule, ale ich przedstawienie łączyłoby się z zaspoilerowaniem gry. Są również postaci, które jako tako nie wpływają za wiele na fabułę, ale pojawiają się dość często. Chociażby taka Cindy, półnaga pani mechanik z Hammerhead, która pomoże nam kiedy zapomnimy zatankować i Regalia zatrzyma się nam w szczerym polu…

i-final-fantasy-xv-royal-edition-gra-ps4.jpg

Chyba nie muszę tutaj pisać, że moim zdaniem Final Fantasy XV jest tytułem, który poleciłabym każdemu kto by się mnie tylko zapytał w co zagrać, prawda? Nie ułatwiłam sobie życia z tą grą włączając japoński dubbing, ale tak szczerze to prędzej piekło zamarznie niż ja włączę ją z angielskim językiem jako mówionym.

Jeśli chodzi o PS4 to polecam jednak zakupić sobie full wersję Royal Edition, zawiera wszystko co dostaniemy przy sezonowej przepustce plus dodatki, które ukazały się po wyjściu gry na PC. Ja niestety do tego czasu grałam w zwykłą wersję z season passem i musiałam osobno dokupić sobie Royal Pack, żeby cieszyć się nowinkami. Na chwilę obecną Royal Edition można dorwać na PS Store za 136 zł.

FINAL_FANTASY_XV_20161121212101.0
Cheeese!

(Wszystkie obrazki oraz gif, które pojawiły się w tym poście wygrzebałam z wujka Google).

Reklamy

5 uwag do wpisu “„The World Wanderer” czyli tym razem nie otome. Final Fantasy XV.

  1. Jej, wreszcie znalazłam trochę czasu i szarych komórek żeby przeczytać Twój tekst.
    Tak się dobrze przy tej grze bawiłam, że wbiłam 80h a przede mną jeszcze DLC i trochę questów pobocznych. Więc pewnie na jakiejś 100 się skończy ostatecznie.
    Osobiście to najsłabszą dla mnie częścią gry jest fabuła bo jest imo poszatkowana jak diabli, sceny są powyrywane z kontekstu, plączą się po ekranie jakieś ludziki którymi powinnam się chyba przejąć ale nie potrafię. I wiem, że to multimedia franchise ale jakoś jednak wolałabym dostać główną część materiału w produkcie kluczowym a ew. jakieś side story i inne alternatywy utykać po filmach, oavkach i innych cudach. Ale to tylko moja opinia bo fabuła w FFXV za diabła mi się nie podobała 😉 Inna sprawa, że mi grę robiło wykonywanie side questów, polowania, łażenie po niekoniecznie związanych z fabuła lokacjach, robienie zdjęć, robienie ryb i prowadzenie Regali. Ale to może też dlatego, że jedyne co wiedziałam o grze jak ja zaczęłam to, że jest to taki road trip czterech kumpli.I że gdzieś w tle bruździ jakieś Wielkie Zue Imperium.
    Swoją drogą jak pierwszy raz odpaliłam piętnastkę i mój bro zobaczył chłopaków to rzucił tylko komentarzem: O, emo-protag, mięśniak, mózg grupy i clumsy sweet boy.Po czym sam sobie fajnala sprawił. Dynamika chłopaków tez mi na myśl przywodziła taką klasyczną rodzinkę.Ogólnie to się trochę bałam, że Noct będzie mnie bardzo wkurzał ale jakoś tak go polubiłam i przy końcu nawet łezkę uroniłam.
    System walki jest spoko ale kurczę miejscami AI postaci działa w tak durny sposób, ze gadałam do monitora żeby chłopaki się ogarnęły bo stoją jak te ciecie zamiast lać monstra. Poza tym raz załadowałam na Prompto butelki z magią. Nigdy więcej nie popełniłam tego błędu bo to był mój jedyny zgon w tej grze.
    OST rzeczywiście kupra ni urywał ale możliwość bujania się po świecie do dźwięku innych OSTów była klawa chociaż zwykle prowadziłam Regalię do Weight of the World z Niera Automaty.
    Generalnie ciekawa jestem co SE wymyśli w tych kolejnych DLC bo coś mi się obiło o uszy
    na temat alternatywnego zakończenia ale pożyjemy zobaczymy.
    Kończę ten mój przydługi i chaotyczny komentarz i czekam na kolejne teksty 🙂

    Polubienie

    1. No to racja, fabuła jest dziurawa, że tak szczerze powiedziawszy gdyby nie tumblr i opowiadania niektórych osób to bym w ogóle nie wiedziała o co w grze chodzi tylko po prostu szła do przodu z zadaniami i ostatecznie olała całe zagadnienie. Ale to chyba typowa zagrywka Square Enix – wydać na rynek grę, którą mało kto zrozumie (do tej pory nie ogarniam XIII).
      Ja tam nigdy nie miałam problemu z walką, znaczy się nie licząc tego gdzie chciałam wrapem zaatakować wroga, a zamiast tego Noct postanowił polecieć na skałę w chuj z dala od walki (-_-), a butelek nikomu nie dawałam bo miałam przeczucie, że skończy się to źle 😀
      Sama jestem ciekawa kolejnych DLC, też gdzieś czytałam że mają wypuścić chyba jeszcze z trzy. Chociaż naprawdę wkurza mnie to, że dlc w ogóle nie mają wpływu na podstawę. W Mass Effect 3 jak kupiło się DLC z Javikiem to był on, do jasnej cholery, członkiem drużyny, a nie tylko odkopany i koniec. Najbardziej boli mnie zakończenie, dlaczego mamy opcję w DLC aby coś zmienić, ale tylko w dodatku jest to zmienione?! Ale nie, na nowo muszę przeżywać kuźwa śmierć chocobros (T_T)

      Kurdę od jakiegoś czasu czasu zastanawiam się czy przeczytać Twoją recenzję 7’Scarlet czy jednak nie spoilerować sobie gry i przejść ją sama… ale znając mnie zapewne o i tak się złamię i jak sobie zaspoileruje to po całości i ostatecznie przeczytam wszystko co jest w Interencie od Twojej recenzji począwszy 😀

      Polubienie

      1. No Noct warpujący się w jakieś totalnie z dupy miejsca to jeden z moich ulubionych elementów rozgrywki ;)Ogólnie wbijam nadal kolejne godziny bo te wszelakie mody sprawiają mi dziką przyjemność ( np Noct z kocimi uszkami (*´▽`*) i inne cuda) i czasem rozwalają grę na amen ale taki urok modów. DLC nadal nie tknęłam lol
        7’sCarlet polecam bo pomijając ukryty route i to że main villain jest kretyński to gierka zacna i na lato idealna 🙂

        Polubienie

        1. Szczęściara, ja na mody sobie pozwolić nie mogę bo mam wersję na ps4, więc niestety dupa blada. Zostaje mi zabawa w XPS 😀 co do dlc, no to polecam taką kolejność w jakiej wyszły. Jak już pisałam Gladio ma zwyczajną rombanke, ale za odpowiednią ilość punktów w wyzwaniu można dostać jego strój z gołą klatą 😂
          Zanim się w ogóle wezmę za 7’Scarlet chciałabym najpierw dokończyć trzy inne VN bo wiem że jeśli zacznę w to grać teraz to to będzie kolejny tytuł „do ukończenia potem” biorąc pod uwagę że na za dwa tygodnie mam termin porodu i później już w ogóle nie będę mieć czasu na granie😂😭 ale cholera korci mnie żeby odpalić ten tytuł…😖

          Polubienie

          1. >strój Gladio z gołą klatą
            już wiem co będę robić w weekend jak Haitaka nie przyjdzie ;3
            Rozgrzebanie pińciuset tytułów to ZUO ( też tak mam niestety) więc powodzenia w kończeniu 🙂
            No i przede wszystkim porodu bez problemów i zdrowego maluszka życzę 🙂

            Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s